Poród – jak to wygląda w praktyce???

Od razu pijawki wiedza co robić:)
Meg – mistrzyni mycia szczeniaczków…

Gdy przygotowywałam się do pierwszego porodu mojej Meg weterynarze w moim mieście (tak, niestety wciąż szukam sensownego veta w Częstochowie i nie mogę namierzyć) kierowali mnie w dwóch kierunkach: 1) proszę iść spać i się nie martwić, bo natura zrobi swoje 2) od razu proszę przyjechać na cięcie, bo inaczej straty w szczeniakach są nieuniknione. Dlatego bardzo ważne jest, by weterynarz był zarazem hodowcą – inaczej nie ma pojęcia o czym mówi, bo być może nigdy nie był przy naturalnym porodzie suki.

Meg rodziła po raz pierwszy w Sylwestra 2018 roku więc wybór daty był tak przez sukę przemyślany, by wszystkie osoby, które mogą pomóc były niedostępne. Powiem Wam, że to był jeden z najpiękniejszych momentów w moim życiu, ale i najbardziej wyczerpujących i stresujących. Wyczerpanie bierze się stąd, iż dokładna data jest trudna do przewidzenia, bo zależy też od ilości szczeniąt, a ją można tylko stwierdzić robiąc rtg w ciąży – czego ja jestem zdecydowaną przeciwniczką. Więc hodowca nie śpi, kilka nocy… i czuwa. Suka zachowuje się dziwnie czasami już tydzień przed porodem – kopie nory w szafach, sofach i na dworze, szuka czegoś – jakby zgubiła coś bardzo cennego. Zakłady znajomych, że ona na pewno już dziś urodzi też nie pomagają. Nie śpi się więc i biega za nią po nocy, gdy co chwilę się zrywa i biegnie do piwnicy kopać norę w spiżarni. Taki stan może się utrzymywać kilka dni więc jak w końcu dochodzi do właściwego porodu, hodowca jest w kondycji mniej więcej amatora po wejściu na Mont Blanc.

Starając się być odpowiedzialnym za życie, które powołałeś – nawet jeżeli to psie życie, nie podchodzisz do tego – a suka sobie poradzi… Prawda jest taka, że ze względu na uwarunkowania fizjologii porodu psiego, w naturze zazwyczaj dwa szczeniaki są spisane na straty. I to nawet nie te najsłabsze – tylko albo największe, albo późniejsze… Gdy suka zrobi sobie przerwę, bo zbiera siły, a szczeniak czeka już w kanale rodnym – zazwyczaj zwiastuje to problemy. Człowiek ciągle się uczy i gdy tym razem po urodzeniu suczki red merle nastąpiła niepokojąca przerwa ok. 45 min, ja już chciałam pakować sucz do samochodu i jechać 100km do najbliższego sensownego veta, a na szczęście Ewa (pani Baloo) napisała: „Pamiętaj, że przy drugim porodzie suka robi długie przerwy i jest to normalne. ” Gdy urodziła wielkiego ślicznego chłopca merle zbadałam ją jednak i podałam oksytocynę… Podejrzewałam, że szczeniaków może być więcej niż ostatnio więc jeżeli po każdym zrobi przerwy godzinkę lub dwie to może dojść do wtórnej atonii macicy (zaniku akcji skurczowej). Jeżeli jednak, nie będąc vetem, pomylę się w badaniu i podam leki, gdy kolejny szczeniak już się szykuje na świat – to po nim. na szczęście się nie pomyliłam i pojawił się mój Batmanowy chłopiec:)

na razie nie ma tłoku przy cycu…

Pewnie jest to kwestia indywidualnego poczucia odpowiedzialności, ale ja się bardzo stresuję podczas takiego porodu. Kolejnym minusem niewykonywania rtg jest, że nie wiesz kiedy suka skończyła rodzić. Może kolejnego szczeniaka urodzić na spacerze w nocy w krzakach i maleństwo zamarznie. Dlatego wyprowadzanie suki podczas i po porodzie musi być koniecznie na smyczy i z latarką.

Gdy skończyłyśmy rodzić było już rano i rodzina szykowała się radośnie do powitania szczeniaczków. Nie było czasu na sen… Suka śpi karmiąc, ale hodowca nadal czuwa… czy nie przygniecie, bo jest zmęczona, czy mleka wystarcza, ważenie maluchów i zapewnienie, by każdy miał swoją szansę. W naszym miocie nie było na szczęście malucha, który byłby słabszy – nie walczył o mleczko, ale tacy się zdarzają i to hodowca, nie suka, wtedy przychodzi z pomocą. Przy dziewiątce trzeba też karmić je turami, aby dobrze się najadły…a jedzą w sumie cały czas. Więc mój dzień na urlopie polega obecnie na przykładaniu ich do mamy w odpowiedniej kolejności – raz jedna tura potem druga i zamiana. Godzinkę, a czasem mniej przysną i alarm – znowu karmienie.:)

Będę dziś rodzić, a może jednak nie… Może Baloo zdąży
przyjechać… a może na wiosnę?!:)