Cessna – Anabelle’s baby daughter!

When Anabelle got pregnant we set up a monitoring system to be ready to save newborns from her fury. We’d been sure she would never accept the kind of limitations and sense of duty and obligation that maternity brings. Even for a mother goat!

I experienced a lot of sleepless nights as her mother – Ana – regularly rejected daughters so I had to bottle feed two litters – Abla and Ahsoka, and now Bella and Blaze. Ana accepts only sons. And the girls depend on me. After these experiences I expected only a worse situation from her daughter, Anabelle, who weighs 100kg and is able to terrorize the village:) – can steal, crawl beneath fences and only four dogs can move her.

When I saw on the recording the labour had started I run to the stables and to my surprise I realised Anabelle had changed. She was overwhelmed by the beauty of her babies and accepted eagerly my help with them. Instead of protecting her babies against her I now must restrain myself from spending whole days in the stables watching Anabelle blooming with the power of maternity. She is so caring and resourceful as a mother that she makes my bigger surprise as a breeder! She feeds them all by herself and I can sleep at night.

and little Cessna is our wonderful surprise from Anabelle! the lovely Cow is staying with us!

Szczeniak w domu -przygotowania i zakupy cz.1

  1. KLATKA – dla mnie zakup totalnie niezbędny i podstawowy. Polecam XL o wymiarach 107 x71. Warto zainwestować w dobra jakość, bo to raczej nabytek, który posłuży nam na lata. Wraz z klatką warto się podszkolić z tzw. crate-training, który sprawi, że dla szczeniaczka będzie ona azylem i miejscem odpoczynku, a nie traumą. Nie chcę tu pisać długiego wywodu na temat treningu, bo post jest o zakupach, ale w trzech słowach – w klatce ma szczeniaka spotykać wszystko, co dobre i smaczne:) najlepsze kąski właśnie tam dostaje, zabawki węchowe i inne gadżety też. Jeżeli po prostu zamkniemy go i wyjdziemy na kilka godzin od razu – prawdopodobnie zniszczymy psie zaufanie do nas i klatki. Warto przy nim posiedzieć, pozostawiać otwartą klatkę z miseczką mięska, aż sam dobrowolnie zaśnie w klatce jak Boomer poniżej.

Można też jak Ewelina uczyć metodą klikerową na poczatku...

2. LEGOWISKO – Jak widać na zdjęciach Boomera – jest nabyte. I ma je nadal. Nie zjadł. Tak samo Bindi i Bobby. I reszta pierwszego miotu. Ja takiego szczęście nie miałam i wszystkie moje osobiste nabyte szczeniaki do roku głównie zajmują się jedzeniem legowisk. Również tych pancernych. Za każdym razem, gdy zanoszę resztki posłania do kosza i wierzę, że to było ostatnie zjedzone i piesek już tak nie będzie i kupuję nowe – sytuacja się powtarza. Więc co proponuję – kupić na początek i zaryzykować jedno, jak najbardziej płaskie i zniechęcające do gryzienia. Ale jak zje to odpuścić. U mnie koszty doszły do tysięcy złotych i nie było to rozsądne. Klatkę najlepiej wyłożyć kocykiem – nawet jak będzie skubał – nie wybuchnie watoliną na cały dom.

Bindi i Bobby szanują prezenty od rodziców…

3. GRYZACZKI – na pewno każda ilość mile widziana, szczeniaczki najbardziej uwielbiają te piszczące – świnki, piłki, ale może to znacząco zakłócić odpoczynek domowników. Z tego względu najbardziej praktyczne wydają się szmaciane (Boomer śpi z takim na pierwszym zdjęciu), mogą to też być pluszaki, którym usuniemy niebezpieczne części, bo na pewno zabawa zacznie się od wyłuskania oczek.

4. KARMA – dostaną ją Państwo w wyprawce więc można się wstrzymać z zakupem, bardzo ważne, by szczeniak był na początku w nowym domu na tej samej karmie. Stres związany ze zmianą miejsca może powodować biegunki i wtedy łatwiej znaleźć przyczynę, gdy wiemy, że żywienie nie zostało zmienione. Gdy zmiana miejsca jest równoczesna ze zmianą karmy trudno o diagnostykę ewentualnych problemów.

5. ZESTAW MISEK NA WODĘ I KARMĘ – moje ulubione to na stojaku metalowym lub drewnianym. Utrudnia to szczeniakowi wylanie wody i wysypanie karmy.

Taki oto zestaw ma Aga od Ariki na dwa Aussie. Pod stojakiem -drybed, bardzo praktyczne rozwiązanie.

6. Drybed – ten na powyższej ilustracji może też służyć jako legowisko. Jednak minusem jest nawyk szczeniaka spowodowany tym, że jak są małe w hodowli załatwiają potrzeby nie tylko na podkłady ale i na drybedy. Dlatego może on uznać, że to właśnie w tym celu jest rozłożony.

7. Zapas podkładów – zwłaszcza dla rodzin mieszkających w blokach. Jako że szczeniaczek nie będzie mógł wychodzić na spacery po osiedlu, aż do zakończenia serii 3 szczepień na pewno podkłady są niezbędne. Myślę, że również dla rodzin mieszkających w domach. Szczeniaczki (poza dwoma niechlubnymi opornymi wyjątkami, ale nie pokażę palcem) są nauczone korzystać z podkładów jednak robią to wtedy, gdy podkład jest w zasięgu wzroku. Dobrze więc w pomieszczeniach, do których maja dostęp rozłożyć takowe, bo na pewno nie będą się wracać i pamiętać, gdzie widziały podkład:) Najkorzystniej cenowo zakupić podkłady online.

8. Transporter materiałowy nie jest to zakup niezbędny, jednak bardzo ułatwiający życie. Klatka XL nie zmieści się nawet do bagażnika SUVa więc jeżeli myślą Państwo o przemieszczaniu się z psiakiem (zwłaszcza w pojedynkę) – zapewnia to bezpieczeństwo wszystkim podróżującym. Jest lekki i zmieści się w bagażniku. Gdy pies będzie starszy można pomyśleć o szelkach dostosowanych do pasów samochodowych.

9. Obroża lub szelki – tutaj nie chcę przekonywać, które lepsze. Ja jestem zwolennikiem obroży dla malucha , a szelek dla starszego psa, któremu wolno już uprawiać sport czy biegać długie dystanse. Osobiście mam True Love Front Range. Złe szelki mogą wyrządzić duże szkody rosnącym stawom łokciowym. Jeżeli zdecydują się Państwo na szelki to ważne by były dobrane przez specjalistę i by odbyć instruktaż zakładania. Nie raz i nie dwa widziałam szczeniaczka w odwrotnie założonych szelkach.:)

10. Smycz – ja uwielbiam takie grubo- sznurkowe dla szczeniaczków,

a dla odrobinę starszego można kupić smycz z elementem amortyzującym, ale broń Boże flexi. Element amortyzujący pomaga bezboleśnie przeżyć czas, gdy piesek jeszcze nie umie chodzić na smyczy jak należy. Moim odkryciem jest smycz z poniższego linka i jestem z niej baaaardzo zadowolona:

https://tiptop24.pl/pl/p/Smycz-dla-psa-z-amortyzatorem-Standard/88

11. Smaczki do tresury – polecam ciasteczka z algami (takie w kształcie kostek) firmy Maced (nie, nie jestem przedstawicielem:) Znów, najlepiej kupić większą ilość online. Algi mają bardzo dobry wpływ na układ trawienny psiaków. Można też zrobić ekologiczne własnej produkcji z kurczaka zagrodowego – tu ekspertem jest Nikola Woźniczka-Gocyk, właścicielka Bindi i Bobby’ego i zwolenniczka BARFa. Gdyby ktoś chciał spróbować diety BARF (czyli mięsnej) dla swojego pieska, którą polecam z całego serca, to Nikola na pewno chętnie doradzi.

Velcro dog?! Sounds familiar? But what it really means in a daily life….

Jak pewnie większość z Was wie, velcro – znaczy rzep… a co robi rzep? – no czepia się:) Aussie to właśnie taki 20-30 kg rzep (bo rozstrzał wagi jest spory w rasie), który od momentu, gdy ode mnie z nim wyjedziecie się do Was przyczepi na dobre i na złe.

Brzmi fajnie? Każdy przecież chciałby takiego nieodłącznego towarzysza! Jednak chyba właściciele nie-Aussie, nie do końca rozumieją o co w tym chodzi. Postaram się Wam przybliżyć o co tak naprawdę chodzi na dwóch przykładach – Meg i jej pierworodnego syna, Boomera.

Dziś Ewelinka, czyli ta drobna osóbka, do której rok temu przyczepił się Boomer, pisze do mnie tak. „Moja praca to nie tylko zmagania z klientami, ale przede wszystkim z nosem Boomera.” I ilustruje problem:

To jest klasyczny widok właściciela Aussie starającego się pracować z domu. Widok rożni się jedynie kolorem oczu lub nosa. Długie ręce są wskazane – wtedy można objąć psa i jeszcze uda nam się pisać.
Pisanie jednak, jeżeli w ogóle możliwe może się odbywać przy pomocy jednej ręki, gdyż druga… no wiadomo. Przecież to najinteligentniejsza rasa na świecie. Zostawia pozory wolności, jednak jak sprawdzimy ile zrobiliśmy danego dnia, to zrozumiemy, że to pozory:).
Istnieje też inny rodzaj wymuszania atencji przez Velcro – bezdotykowy, najbardziej podstępny. Oprawca wpatruje się w nas z bliskiej odległości i od czasu do czasu donośnie wzdycha udowadniając jak bardzo cierpi przez naszą obojętność i to, że praca jest dla nas ważniejsza. Niestety nie pomaga tłumaczenia, że zarabiamy na smaczki, frisbee i owieczki.

oraz w wersji z większej odległości, gdy Ewelina usiądzie z laptopem przy stole – mina wyraża jednoznacznie, że już nigdy życie nie będzie wyglądało tak samo.

Pewnie myślicie, że jest takie jedno miejsce w domu, gdzie możecie być sami… Pomyśleliście tak?:) Błąd. Nie ma takiego miejsca. Nawet tam będzie z Wami. Nawet jak wyprosicie i zamkniecie drzwi jego cierpienie i pełne bólu westchnienia i sierść w kratce wentylacyjnej nie da Wam spokoju. Boomer jest do tego stopnia przebiegły, że jak słyszy spuszczanie wody pędzi na sofę, że on niby wcale, nigdy, przecież on zna granice stalkingu!

Niema presja, by cokolwiek się robi jak najszybciej to zakończyć i zachować się jak odpowiedzialny rodzic, który nigdy swego syna nie zostawia…
Jęki i westchnienia dopełniają wizerunku nas jako bez serca i skrajnie bezdusznych.

Moja Meg jest dokładnie taka sama jak syn. Oboje też nie szczekają. Sterują właścicielem przy pomocy wzroku, westchnień lub obezwładnienia ciężarem. Słyszałam też o Australijczykach, które wymuszają uwagę szczekaniem – w takiej sytuacji jak nie zignorujemy przy pierwszej próbie – i t o tak ewidentnie, że zajmiemy się czymś innym odwróceni do psa, lub wyjdziemy i zamkniemy za sobą drzwi, nasze życie … hmmm – będzie dość stresujące. Będziemy musieli zacząć od przeprowadzki do głuszy, gdzie szczekanie naszego Velcro nie będzie nikomu przeszkadzało. Więc lepiej zachować tu konsekwencję i broń Boże nie dyskutować wtedy z psem i nie uśmiechać się, bo po nas.

Bardzo wiele razy przepraszałam swojego pracodawcę za wysyłanie niedokończonych tekstów pozbawionych sensu… Być może podejrzewa mnie o problem alkoholowy, a to tylko wsparcie mojej Velcro-Meg. Przecież ona też umie łapą jak ja – i nawet mocniej i lepiej! I pokaże!

Jako że Meg jest matką pojawia się tu pewien problem, gdyż instynkt macierzyński u wielu Aussie jest słabszy od Velcrowania. Przez pierwsze dwa dni – owszem, nie opuszczała dzieci, ale od trzeciego karmi, ogrzewa i myje tylko jak jestem przy niej. Ona była przy mnie cały czas jak ja karmiłam moje więc uważa, że teraz należy spłacić dług:) Tak więc czas, gdy ma maluchy nie zmienia tego, iż gdy ja wychodzę od nich – ona za mną. Przecież na pewno mi się coś stanie i już nigdy nie wrócę. Tak więc mamy wszyscy dyżury, aby zawsze ktoś z nas był przy Meg i maluchach (wiadomo, że najlepiej, żebym to była zawsze ja:)), gdyż inaczej matka Australijka przedłoży swój obowiązek względem nieopuszczania właściciela nad macierzyństwo. Dla niej też nie jest to łatwe, gdyż kocha swoje maluszki i gdy wychodzi z nami po karmieniu na dłuższy spacer do naszego lasu to co 2 minuty pędzi do domu sprawdzić czy są bezpieczne i znów nas dogania.

W sumie nie przypominam sobie sytuacji, żeby nie było jej obok. Gdy kilka dni po porodzie siedliśmy do rodzinnej kolacji i nagle zorientowaliśmy się, że jest tylko Gray, byliśmy pewni, że musiało się stać coś strasznego, może dostała krwotoku, albo coś podobnego. Wszyscy wpadli w panikę i wraz z Grayem zaczęliśmy biegać po domu i szukać Meg. Bo przecież skoro nie ma jej przy nas to pewnie nie żyje. Tu utrudnia szukanie zaleta Meggie, że nie szczeka. Dopiero Antoś przypomniał sobie, że szła go nadzorować, gdy miał przynieść warzywa ze spiżarni, ale już nie wróciła, bo przez gapiostwo zamknął psa. A że nie szczeka, to cierpliwie stała. Była bardzo obrażona jak ją wypuszczono i przeprowadziła dokładną kontrolę całego domu – czy się nie zawalił przez pół godziny jak jej nie było. Możecie więc być pewni – skoro Aussie nie ma przy Was znaczy, że nie żyje, albo dziecko zamknęło go w spiżarni:)

Pozostałe dzieci Megusi są tak samo velcrujące jak ona:) więc duża szansa, że Wasz pies też taki będzie. Czy jesteście na to gotowi?

Velcro Bobby.
Velcro Arika. Metoda bezpośrednia – przez przywalenie ofiary.
A tu na litość lub na sępa…

Przedstawmy się!

Maluchy rosną i nauczyły się wykorzystywać wszystkie dostępne miejsca posiłkowe . Meg jest w nich zakochana i ma duuuużo cierpliwości.
Juniper to nasza pierworodna suczka z tego miotu. Red merle, średnio aktywna.
Jasper i Jett to dwaj nierozłączni bracia, którzy ciągle się mylą i mamie i babci:) Meg bardzo często myje dwa razy Jaspera zamiast Jetta, co się bardzo Jettowi podoba, bo toaleta silnym językiem mamy nie jest lubiana przez chłopaków.
Na chwilę obecną Jasper jest spokojniejszy, ale Jett też zaczyna mniej narzekać na życie…:)
Charakterystyczną cechą umaszczenia Jetta jest piracka łata na oku, po której można go odróżnić od brata.
Jasper natomiast tę łatkę posiada na uchu… i wszystko jasne:)
Jay D to najspokojniejsze szczenię tego miotu. Jeżeli jego osobowość się nie zmieni, mamy dla niego specjalne plany na przyszłość.
Jaunty Vuko (Batman) i Jax – Brothers in Black -zawsze razem.
Jax
Jaunty Vuko vel Batman
A co z siostrami Blue? Oto Jessie – bardzo grzeczna i subtelna dziewczynka…
Oraz Jasmine … są tej samej wagi, mają merle tę samą łapkę i są tak trudne do odróżnienia jak Jasper i Jett
And last but not least… Jodie. Suczka red tri, co do której zdecydowanie trzeba poczekać, by powiedzieć na kogo wyrośnie, dlatego wstrzymuję się nawet ze wstępną rezerwacją.
Jodie jest wierną kopią tatusia co do znaczenia na główce i miejmy nadzieję odziedziczy po Baloo jego wyjątkowy charakter.

Świeża porcja zdjęć i informacje co u nas…

Maluchy przybierają bardzo ładnie, jedynie Batman ponad normę i to jeszcze kosztem mamusi i jej wypoczynku. Cała ósemka je – to Batti wypoczywa i nie ma ochoty. A jak po godzinie karmienia Meg chce iść do chłodniejszego pomieszczenia rozlega się wrzask obużenia – bo on właśnie skończył drzemkę i gdzie należny cyc?! Budzi wtedy całe rodzeństwo słodko śpiące po posiłku i po chwili wszyscy stwierdzają, że jednak może coś jeszcze zmieszczą i Megusia z westchnieniem wraca do obowiązków macierzyńskich…

Batti zawsze pod prąd… wszyscy na brzuszku to on na pleckach, ale bardzo lubi pieszczoty i często obejmuje rodzeństwo:)
Jak Batman skończy posiłek w końcu wszyscy mogą odpocząć… waży tez najwięcej z miotu – całe szczęście, że jego mama jest dietetykiem z zawodu.
A to mniej łapczywie jedzący Pan w Czerni… Meggie ich czasem myli i dwa razy myje tego samego:)

Owoce dzisiejszej sesji – czyli fotografowanie pcheł…

Oczywiście nie chodziło mi o to, że Wasze szczeniaczki mają pchły:) Nie mają. Spokojnie. Ale chyba pchła daje więcej czasu na naciśnięcie migawki… Z każdym tygodniem będzie coraz gorzej, gdyż teraz jak już poddałam się i zrozumiałam, że nie dam rady zrobić zdjęcia w interakcji, to chociaż mogłam na śpiąco… Za dwa tygodnie każdy szmer, będzie sprawiał, że 9 maluchów będzie się natychmiast budziło i po mnie skakało z radością szaleńca.

Zanim przejdziemy do efektów sesji, jeszcze jedna sprawa… Widząc, że literka J nie jest dla właścicieli łatwa (z B rok temu poszło rewelacyjnie), zdecydowałam, że ci z Was, którzy podali mi już imiona na J dostaną je w rodowodzie, natomiast reszcie nadam ja do rodowodu, a w domku każdy będzie wołał zgodnie z upodobaniem. Imiona rodowodowe psów są zwyczajowo w języku angielskim jeżeli nazwa hodowli jest po angielsku i nie nadaje się do dokumentów imion śmiesznych. A w rodzinie wiadomo… jest dowolność. Dlatego nadam zgodnie z moją wizją wnuków:)

Dziś przedstawię drogim rodzinom oczekującym malucha zdjęcia grupowe… Jutro wstawię pojedyncze. Oto i cała banda jeszcze aniołków:

Czy każdy rozpoznaje swoje dziecko???
Łapki hipnotyzują…
Dobrej nocy wszystkim Rodzicom!:)

Poród – jak to wygląda w praktyce???

Od razu pijawki wiedza co robić:)
Meg – mistrzyni mycia szczeniaczków…

Gdy przygotowywałam się do pierwszego porodu mojej Meg weterynarze w moim mieście (tak, niestety wciąż szukam sensownego veta w Częstochowie i nie mogę namierzyć) kierowali mnie w dwóch kierunkach: 1) proszę iść spać i się nie martwić, bo natura zrobi swoje 2) od razu proszę przyjechać na cięcie, bo inaczej straty w szczeniakach są nieuniknione. Dlatego bardzo ważne jest, by weterynarz był zarazem hodowcą – inaczej nie ma pojęcia o czym mówi, bo być może nigdy nie był przy naturalnym porodzie suki.

Meg rodziła po raz pierwszy w Sylwestra 2018 roku więc wybór daty był tak przez sukę przemyślany, by wszystkie osoby, które mogą pomóc były niedostępne. Powiem Wam, że to był jeden z najpiękniejszych momentów w moim życiu, ale i najbardziej wyczerpujących i stresujących. Wyczerpanie bierze się stąd, iż dokładna data jest trudna do przewidzenia, bo zależy też od ilości szczeniąt, a ją można tylko stwierdzić robiąc rtg w ciąży – czego ja jestem zdecydowaną przeciwniczką. Więc hodowca nie śpi, kilka nocy… i czuwa. Suka zachowuje się dziwnie czasami już tydzień przed porodem – kopie nory w szafach, sofach i na dworze, szuka czegoś – jakby zgubiła coś bardzo cennego. Zakłady znajomych, że ona na pewno już dziś urodzi też nie pomagają. Nie śpi się więc i biega za nią po nocy, gdy co chwilę się zrywa i biegnie do piwnicy kopać norę w spiżarni. Taki stan może się utrzymywać kilka dni więc jak w końcu dochodzi do właściwego porodu, hodowca jest w kondycji mniej więcej amatora po wejściu na Mont Blanc.

Starając się być odpowiedzialnym za życie, które powołałeś – nawet jeżeli to psie życie, nie podchodzisz do tego – a suka sobie poradzi… Prawda jest taka, że ze względu na uwarunkowania fizjologii porodu psiego, w naturze zazwyczaj dwa szczeniaki są spisane na straty. I to nawet nie te najsłabsze – tylko albo największe, albo późniejsze… Gdy suka zrobi sobie przerwę, bo zbiera siły, a szczeniak czeka już w kanale rodnym – zazwyczaj zwiastuje to problemy. Człowiek ciągle się uczy i gdy tym razem po urodzeniu suczki red merle nastąpiła niepokojąca przerwa ok. 45 min, ja już chciałam pakować sucz do samochodu i jechać 100km do najbliższego sensownego veta, a na szczęście Ewa (pani Baloo) napisała: „Pamiętaj, że przy drugim porodzie suka robi długie przerwy i jest to normalne. ” Gdy urodziła wielkiego ślicznego chłopca merle zbadałam ją jednak i podałam oksytocynę… Podejrzewałam, że szczeniaków może być więcej niż ostatnio więc jeżeli po każdym zrobi przerwy godzinkę lub dwie to może dojść do wtórnej atonii macicy (zaniku akcji skurczowej). Jeżeli jednak, nie będąc vetem, pomylę się w badaniu i podam leki, gdy kolejny szczeniak już się szykuje na świat – to po nim. na szczęście się nie pomyliłam i pojawił się mój Batmanowy chłopiec:)

na razie nie ma tłoku przy cycu…

Pewnie jest to kwestia indywidualnego poczucia odpowiedzialności, ale ja się bardzo stresuję podczas takiego porodu. Kolejnym minusem niewykonywania rtg jest, że nie wiesz kiedy suka skończyła rodzić. Może kolejnego szczeniaka urodzić na spacerze w nocy w krzakach i maleństwo zamarznie. Dlatego wyprowadzanie suki podczas i po porodzie musi być koniecznie na smyczy i z latarką.

Gdy skończyłyśmy rodzić było już rano i rodzina szykowała się radośnie do powitania szczeniaczków. Nie było czasu na sen… Suka śpi karmiąc, ale hodowca nadal czuwa… czy nie przygniecie, bo jest zmęczona, czy mleka wystarcza, ważenie maluchów i zapewnienie, by każdy miał swoją szansę. W naszym miocie nie było na szczęście malucha, który byłby słabszy – nie walczył o mleczko, ale tacy się zdarzają i to hodowca, nie suka, wtedy przychodzi z pomocą. Przy dziewiątce trzeba też karmić je turami, aby dobrze się najadły…a jedzą w sumie cały czas. Więc mój dzień na urlopie polega obecnie na przykładaniu ich do mamy w odpowiedniej kolejności – raz jedna tura potem druga i zamiana. Godzinkę, a czasem mniej przysną i alarm – znowu karmienie.:)

Będę dziś rodzić, a może jednak nie… Może Baloo zdąży
przyjechać… a może na wiosnę?!:)

Za kilka dni spodziewamy się szczeniąt i w związku z atmosferą olbrzymiego wyczekiwania, kupowania ostatnich koniecznych produktów, nowych dry-bedów, podkładów i szykowania pokoju i porodówki dla Meg nachodzi mnie mnóstwo wątpliwości co do sposobu wybierania odpowiedniego domku dla konkretnego psa. Lub wybierania psa przez rodzinę.

We wszelkich poradnikach typu „jak kupić psa z dobrej hodowli”, mniej lub bardziej znający się na temacie autorzy, wyjaśniają, że absolutnie niezbędnym elementem dobrego wyboru jest odwiedzenie hodowli, poznanie szczeniaka, jego rodzeństwa i rodziców. Najczęściej ojciec miotu pochodzi z innej hodowli, kraju, a nawet kontynentu, bo przy kryciu utytułowanym reproduktorem romantyczna randka polega na inseminacji mrożonym nasieniem:) więc sugestia by poznać oboje rodziców jest z gruntu wyrazem braku wiedzy hodowlanej . Chyba, że autorzy takich sugestii pójdą dalej za ciosem i zaproponują zaplanowanie rok wcześniej długiego weekendu w USA w celu poznania ojca planowanego miotu. Też tak można.

Dalsze porady w temacie „wyboru szczeniaka” sugerują przeprowadzenie na miocie przez osoby przybyłe w celu wyboru szczenięcia rożnych testów behawioralnych, rzucanie przedmiotami i sprawdzanie ich reakcji na hałas itp, itd…

W zeszłym miesiącu ZKwP przeprowadziło w pewnym oddziale szkolenie z reprodukcji, opieki nad suką i miotem – szkolili lekarze weterynarii i hodowcy w jednym. Stanowczym głosem mówili jedno – podczas odchowu miotu nie ma żadnych odwiedzin! Szczególnie wskazywali na rodziny z dziećmi (bez żadnej infekcji) jako ogromne zagrożenie dla szczeniaczków. Podawali przykłady wzięte z życia utraty całych miotów.

Nie wyobrażam sobie co musi czuć hodowca, który stracił miot. Mam nadzieję, że nigdy tego nie poczuję. Jednak te szczeniaczki są zupełnie bezbronne i nieodporne. Moja sucz funduje mi regularnie porody w zimie, gdy prawie każdy ma infekcję, dolecza się czy właśnie jest w fazie inkubacji więc każdy odwiedzający i to co przynosi ze sobą jest dla nich potencjalnym ryzykiem. Oczywistym jest, że muszą się socjalizować i poznawać nowe bodźce, ale rodzą się w konkretnej rodzinie i zapewniam Was, że dzieci i zwierzęta tej jednej rodziny to wystarczająca stymulacja dla tych maleństw.

Bezpieczeństwo maluchów to podstawowa kwestia, bez której cała reszta się nie liczy. Dlatego chciałabym tym razem, spróbować dobrać rodziny, które zaufają mi na tyle, że do pierwszego szczepienia powstrzymają się z odwiedzinami.

Podczas odchowu miotu B – pierwszego w naszej hodowli, przez nasz dom i rodzinę przewinęło się mnóstwo osób. Najczęściej młode pary, które bycie razem chciały zacząć od wspólnej opieki nad czworonożnym przyjacielem.  Zapraszałam ich do pokoju zabaw szczeniaczków, poznawali Meg i siadali na podłodze by się maluchom poprzyglądać. Dzień w dzień ponawiał się jeden z dwóch schematów –  1) najbardziej przytulaśna suczka z całego miotu – Arika, ładowała się na kolana gości, którzy zgodnie twierdzili, że chcą tego właśnie psa, bo ich wybrał! Kochani to tak nie działa! 🙂  2) Inni po zobaczeniu niebieskich oczek Bindi i Blue- suczek blue merle – tracili za przeproszeniem rozum i oferowali duże pieniądze, żeby nie sprzedawać ich rodzinom, które już je kochały. Jak dla mnie był to jedyny efekt wizyt u szczeniaczków. Moje podniesione ciśnienie.

Wszystkie osoby, które w zeszłym roku nabyły ode mnie szczeniaka były ze mną w codziennym kontakcie Messengerowym dostawały tony filmików i zdjęć. Wierzcie mi jak ja kupowałam swoje psy dostałam może 3 filmiki … i się cieszyłam. Wiadomo, nie jesteście mną i nie musicie się na to godzić. Jednak wykład tego weterynarza w połączeniu z moimi doświadczeniami wizyt zeszłorocznych skłania mnie do decyzji, by do pierwszego szczepienia nie zgadzać się na wizyty przygodnych osób, które chcą sprawdzić jak się mają szczeniaczki.

Część z Was pewnie powie, że może w lutym trzymam je w szopie z kozami i głodzę – trudno. I co chwilę przynoszę do salonu na porcje zdjęć i filmików dla Was – trudno. Mnie kiedyś pewien rosyjski hodowca, gdy byłam w Moskwie, odmówił sprzedaży szczeniaka, gdy chciałam przyjść i tak naprawdę skontrolować jak są wychowywane, bo to wielka i słynna hodowla. Odmówił mi również, gdy chciałam już szczeniaka w ciemno bez odwiedzin. Powiedział, że jeżeli już teraz okazuje mu brak zaufania i myślę, że wiem lepiej to on nie sprzeda mi psa ze swojej hodowli. I teraz wiem, że miał rację, bo nabywając szczeniaka od nas wiążecie się z hodowlą na całe jego życie. Musimy choć trochę sobie nawzajem pasować.:)

Są sytuacje, gdy po wielu przemyśleniach sama chcę zaprosić przyszłych właścicieli – gdy mam wątpliwości, który pies bardziej spełni ich oczekiwania. Jeżeli wysłuchawszy mojego zdania, nadal obstają przy swoim, że sobie poradzą – zgadzam się na to. Ale chcę im pokazać czarno na białym, które zachowania szczeniaka mogą wg. mnie skutkować problemami w ich sytuacji. Tak było np. z Boomerem. Moim pierworodnym. Był jedynym wycofanym szczeniakiem. Ale praca jaką włożyła w niego Ewelina zaskutkowała stworzeniem ideału Aussie rozpoznawalnego nawet w innych krajach. Wiedziałam jednak, że ona ma to zorganizowane i przemyślane – wymieniali się z Kubą , by pies nie był sam, Ewelina wybrała ostatni rok studiów na nabycie psa, by być jak najwięcej w domu. I wszystkie moje obawy okazały się płonne. A dom dla pierworodnego hodowli to trudna sprawa:).

Dla tych, którym się wydaje, że powyższe ograniczenia są niezgodne z zasadami kupowania szczeniaka – zapraszam na stronę Harmony Hills Aussies, jednej z topowych hodowli Aussie na świecie. Etykieta nabywania szczeniaka jest  po angielsku, ale poświęćcie chwilę, by zagłębić się w spojrzenie na kwestię wyboru psa wg bardziej doświadczonych od nas. Skorzystajmy z doświadczenia tych, którzy wyhodowali setki najwspanialszych Aussie świata (np Cash – Harmony Hills Money Talks). Szczególnie polecam punkt nr 5.

http://www.harmonyhillaussies.com/puppy-buyer-etiquette.html

Jak polecają hodowcy z Harmony Hills – nie szukajcie szczeniaka, ale hodowli, która Wam odpowiada. W ciągu całego roku, poza pojawieniem się szczeniaczków, każdy jest w naszym domu mile widziany. Możemy pójść na spacer z psami do naszego prywatnego lasu, popatrzyć jak Aussie zaganiają uparte kozy i napić się dobrej kawy. Wtedy jest moment na poznawanie hodowli, hodowcy, psów i warunków. Potem nadchodzi moment zaufania – że hodowca zrobi wszystko co w jego mocy, by zapewnić szczeniaczkom najlepszy start w życie i też by właściwie dobrać psa do Waszych oczekiwań.

,